Książki

Kruchość porcelany (DEBIUT)



kruchosc-porcelany2.jpg (2011-10-11 09:06:17)

 

"Kruchość porcelany"
autor: Monika Sawicka + debiutanci i laureaci konkursow
wymiary: 145 x 205 mm
okładka: miękka
ilość stron: 268
wydanie: III (uzupełnione) - maj 2008, ISBN: 978-83-923909-3-0

 

Fragment

Nie jestem Bridget Jones. Nie jestem nawet polską Bridget Jones. I choć nie jestem samotna, nadal mogą zeżreć mnie, nie psy, lecz koty. Poza umiarkowaną sympatią do Martini, nieumiarkowaną odwieczną walką z celulitem i nadwagą oraz moją wypaczoną psychiką, nic więcej mnie nie łączy z roztargnioną, gapowatą i zakręconą jak słoik na zimę Brytyjką.
Nazywam się tak, jak pies naszych sąsiadów, piękny czarny, smukły ( czego nie można powiedzieć o mnie) doberman, a także tak , jak słynący z niebotycznej megalomanii korespondent niepublicznej telewizji - Polak z pochodzenia, Amerykanin z zasiedzenia, niejaki Kolonko Mariusz. W kręgach studenckich zwany Mas Mix Golonka. Maks. Nazywam się Maks. Już nawet zwalczyłam nawyk odwracania głowy za każdym razem gdy sąsiad woła swego dobermana. Czasem na niego gwiżdże i bywało, że wołał, a zaraz potem gwizdał a ja się odwracałam. Pół osiedla mogło zatem śmiało podejrzewać, że na Maks wystarczy zagwizdać jak na panienkę na bulwarze Zachodzącego Słońca a ona odwraca się ochoczo.
Teraz, gdy sąsiad woła swego psa , idę dzielnie przed siebie, niewzruszona jak głaz i w duchu gadam do siebie: Bądź dzielna Maks, to nie ciebie wołają. Nie odwracaj się pod żadnym pozorem. Kiedyś mnie zamkną za to gadanie. Doszło do tego, że w pewnym momencie w ogóle przestałam reagować na swoje nazwisko i mój mąż ochrypł , próbując mnie „ dowołać”.
Zapomniał, że mam imię?
Darł się na całe pole. Słyszałam, oczywiście. „ Maks!, Maks!” Ale obiecałam sobie, ze już się nigdy nie odwrócę, bo pewnie znowu wołają psa. I biedak skostniał pod drzwiami w oczekiwaniu na mnie, bo nie miał kluczy. Bardzo dobrze. Podwójna nauczka. Po pierwsze: noś zawsze klucze od domu. Po drugie: warto pamiętać, jak ma na imię twoja żona. Czasem się przydaje.
Maks. Zuzanna Maks.
Ach, ten Bond! Martini. Wstrząśnięta , nie mieszana.
Dostałam dzisiaj list. Powiewał sobie radośnie ciepło schowany do koperty, wsuniętej w drzwi.
Z koperty wypadł najpierw wycinek z kolorowego czasopisma z zaznaczonymi na czerwono fragmentami.
„Niektóre doświadczenia są jak kataklizmy- zmiatają nas z powierzchni ziemi na długie miesiące. Są jak emocjonalne huragany, niszczycielskie żywioły siejące ból i spustoszenie. Wymiatają z naszych serc każdą odrobinę radości. Rozpacz może nas łatwo pokonać albo mądrze wzbogacić…
Według angielskiego terapeuty Robina Skynnera, żeby wydostać się z prywatnego piekła , trzeba się najpierw przyznać, że się w nim jest. Aby móc się autentycznie pogodzić z doznaną krzywdą, należy doświadczyć głębokiej żałoby. Wyjście z piekła zawsze prowadzi przez czyściec. Nie ma drogi na skrót. Ból trzeba przeboleć do końca. Wiele osób boi się rozpaczy. Lęka się zanurzenia w głębokim żalu. Odpędza cierpienie. Funduje sobie ból w małych dawkach: w smuteczkach, melancholiach. Dlatego właśnie odzyskanie równowagi zabiera im całe lata albo też są podłamani do końca życia. Tymczasem nie należy się „podłamać”, należy się „złamać”, żeby się odrodzić. Dramaty bolą, bo nie umiemy ich przeżyć do końca. Przechowujemy je w sobie, spychamy, wypieramy, unieważniamy. Zaś doświadczanie cierpienia do końca, odczuwanie rozrywającego bólu, oczyszcza nas, tworzy miejsce na nowe, pozytywne i budujące uczucia. Pozwólmy sobie na krzyk, łzy, szaleństwo z rozpaczy. Osoby, które wyszły z wielkich dramatów, opowiadają, że dotknęły dna rozpaczy i dlatego miały już tylko jedną drogę: odbić się od głębi ciemności i dryfować ku jasnej stronie życia .Cierpienie, które zawładnie nami do końca, obmyje nas jak wielka fala, ale nie zatopi, a za to odstąpi, przeminie. Prawdziwe cierpienie nie odgradza nas, ale łączy ze światem. Pomaga go w pełni zrozumieć i pojąc. Jest bolesne, ale i twórcze , motywuje do pogodzenia się ze stratą, do przebudowy myślenia i odczuwania. Uczy nas jak mądrze żałować i akceptować świat, takim, jaki jest. „