Pochylam się nad Światem

o niekochaniu

„ Boże, ja już chyba nie umiem kochać. Pokochać i kochać. Wysłałam się do komory kriogenicznej i ciągle tam jestem. Zdarza się, że jestem czasami tak blisko , że depczę miłości po piętach, a jednak zawsze, gdy Ona zaciekawiona, czyj oddech ma na plecach, odwraca głowę i widzę jej radosną , promienną twarz, odwracam się i uciekam. Gdybym spojrzała w jej zapraszające oczy, utonęłam bym w nich. Jeslibym się obejrzała, zobaczyłabym jej coraz smutniejszą twarz. I być może usłyszałabym jak szepcze: „ trudno, może następnym razem“ Wchodze do swojej Kapsuły Niezakochiwania i leżę, udając martwą.
Boże, ja już nawet nie umiem tęsknić. Jak tu tęsknić, skoro się nie kocha? A tak kiedyś pięknie tęskniłam...Tak kiedyś pięknie kochałam...
Moje serce to nieurodzajna gleba, porzucone pole, na którym tylko kruki i wrony wydziobują z niego resztki tego, co zostało, z czasów, gdy miłość rosła tam i piękniała jak kłosy pełne pszenicy , jak czerwone dzwonki pełne maku, jak złote słoneczniki . 
Nie udaję martwej. Nie kochając- jestem na wpół nieżywa. Czym jestem bez zakochanego serca, drżącego z pożądania ciała, duszy targanej tęsknotą? Bez miłości konam. Ale z nią, umieram po trzykroć. Codziennie rano patrząc w lustro pytam swego odbicia- czy daleko jeszcze do domu ?“