Pochylam się nad Światem

o roztapianiu

" Wieczorem, jak zwykle~, wchodzę do pokoju, nie włączam światła, niech nam nie odbiera odwagi. Siadam na oparciu fotela i cicho mówię- Przytul mnie.
Nie poruszasz sie, wyjmuję więc z Twojej dloni szklankę z whisky, w której mienią sie ciemnozłote kryształki lodu, gaszę papierosa ( to bez sensu, że palisz, skoro się nie zaciagasz. To tak jakbys lizał lizaka przez szybę). Delikatnie opadam ci na kolana i naszyjnikiem z mych rąk oplatam twoją szyję, zbliżam wargi do twojego ucha i szepczę : Przytul mnie.
W świetle ulicznych latarni widzę twoją nieruchomą, bladą, pustą twarz bez wyrazu i myślę, że manekin sklepowy ma w sobie więcej życia. Nagle robi mi sie zimno, znam ten chłód, do prośby o przytulenie dodaję w myślach prośbę o ogrzanie. Fotel pokrywa się szronem.
Wytrzymam- myślę- zawsze wytrzymuję. Teraz ty zmieniasz się w bryłę lodu, konsekwentnie nieruchomy. Widzę tylko twoje oczy... one płaczą...kropla po kropli spływają po szklanych policzkach łzy. Muszą być gorące bo lód topnieje. Zaczynam słyszeć coś, co już dawno nie brzmiało w moich uszach- twoje serce wybija znajomy rytm. Jest cieplej. Korale z moich rąk mocniej zaciskają się na twojej szyi ,serce goni serce. Czuję na plecach twoje dlonie, opierasz mi glowe na ramieniu, tulisz mnie,głaszczesz , mam mokrą od twoich łez i topniejącego ciebie bluzkę, ale to nic,to nic bo tak długo na to czekałam. Każdego z tych wszystkich wieczorów wchodziłam do tego pokoju z nadzieją, że roztopię ten lód, pokonam chłód, że moje serce ogrzeje twoje miłoscią, której mam w sobie tyle, że wystarczy za nas dwoje. Witaj z powrotem w domu, kochanie...“